Wszystkich Świętych – święcenia kapłańskie, Dzień Zaduszny – prymicja. Wyjaśniamy, dlaczego Karol Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie w listopadzie.

Początki wyjątkowego kapłaństwa Karola Wojtyły, jedynego polskiego księdza, który został papieżem, były równie wyjątkowe. W dużej mierze nakreśliła je II wojna światowa i jej dramatyczne konsekwencje, choć nie tylko.

“Dies illa”
Każdy ksiądz doskonale pamięta i co roku celebruje dzień swoich święceń i Mszy św. prymicyjnej. Przypada on zwykle w maju lub czerwcu. Jednak w przypadku św. Jana Pawła II było inaczej.

O niespotykanej dacie święceń Karola Wojtyły, a także miejscu ich przyjęcia zdecydowało to, że władze archidiecezji krakowskiej, dostrzegłszy szczególne jego zdolności, postanowiły skierować go na studia do Rzymu.

Postanowiono zatem przyspieszyć jego święcenia kapłańskie. Normalnie, wraz ze swoimi kolegami, Karol Wojtyła powinien je przyjąć w Niedzielę Palmową 1947 roku. Jednak już pod koniec listopada 1946 miał się znaleźć w Wiecznym Mieście, dlatego metropolita krakowski, kard. Adam Sapieha wyznaczył datę święceń na 1 listopada 1946, w uroczystość Wszystkich Świętych.

Ale żeby mogło to nastąpić, trzeba było przyspieszyć także pozostałe święcenia prowadzące do kapłaństwa: obowiązujący wówczas jeszcze tzw. subdiakonat i diakonat. 13 października 1946 roku Karol Wojtyła przyjął święcenia subdiakonatu, 20 października – diakonatu, a kilkanaście dni później był już kapłanem. Każde z tych święceń było z kolei poprzedzone kilkudniowymi rekolekcjami.

Studia, wojna, oznaki powołania
Do seminarium zgłosił się zaledwie 4 lata wcześniej, jesienią 1942. Dlaczego nie bezpośrednio po zdaniu matury, w 1938? Wyjaśnił krótko: Na tamtym etapie życia moje powołanie kapłańskie jeszcze nie dojrzało. Wybrał studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. W październiku 1938 roku wraz z ojcem wyprowadził się z Wadowic. Zamieszkali przy ul. Tynieckiej w Krakowie. Chociaż dostrzegał już pierwsze oznaki powołania.

W “Darze i tajemnicy” zanotował na przykład pierwszą z nich, jaką były dla niego – wówczas jeszcze licealisty – słowa abp. Sapiehy. Po przemówieniu, którym młody Wojtyła w imieniu młodzieży witał metropolitę krakowskiego w parafii, późniejszy kardynał miał zapytać katechetę, na jaki kierunek studiów się wybiera ten młodzieniec. “Szkoda, że nie na teologię” – stwierdził, usłyszawszy, że na polonistykę.

Studia polonistyczne trwały zaledwie rok. Przerwał je wybuch II wojny światowej, który zatrzymał tok akademicki wszystkim studentom. Karol Wojtyła musiał się wówczas podjąć pracy fizycznej. Pracował w kamieniołomie na Zakrzówku. Franciszek Łabuś, “strzałowy”, któremu przyszły papież został przydzielony do pomocy, często mówił do niego: “Karolu, wy to byście poszli na księdza”.

Kapłaństwo jak śmierć
Powołanie kapłańskie Karola Wojtyły dojrzewało w dramatycznych okolicznościach. Chodzi nie tylko o wojnę. Jego matka nie żyła od niemal 10 lat. Potem stracił też brata. Jak by tego było mało, w tym czasie, w 1941 roku, zmarł jego ojciec. Wojtyła został sam.

Wspominał: Na skutek wybuchu wojny zostałem oderwany od studiów i od środowiska uniwersyteckiego. Straciłem w tym czasie mojego Ojca, ostatniego człowieka z mojej najbliższej rodziny…

To właśnie wtedy, w kontekście dramatu wojennego, który dodatkowo pogłębił jego osobisty dramat, ukształtowała się pewność powołania. Przyszły papież wspominał to tak: Wszystko to stanowiło także w znaczeniu obiektywnym jakiś proces odrywania od poprzednich własnych zamierzeń, poniekąd wyrywania z gleby, na której dotychczas rosło moje człowieczeństwo.

W podziemiu
O samym powołaniu pisał jak o wewnętrznym olśnieniu: Coraz bardziej jawiło się w mojej świadomości światło: Bóg chce, ażebym został kapłanem. Pewnego dnia zobaczyłem to bardzo wyraźnie: był to rodzaj jakiegoś wewnętrznego olśnienia…

Ostateczną decyzję wstąpienia do seminarium duchownego powziął jesienią 1942 roku. Jak to było możliwe, w centrum zawirowań wojennych? Choć okupacja niemiecka spowodowała zawieszenie wszelkich studiów, krakowskie seminarium działało. W konspiracji.

Przyjęcie do seminarium odbyło się w całkowitej tajemnicy. Rektor seminarium, ks. Piwowarczyk, nakazał mu milczenie nawet wobec najbliższych. Zewnętrznie pracując nadal jako robotnik w kamieniołomie, Wojtyła w rzeczywistości był studentem wydziału teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dwa lata studiów filozoficznych (studia teologiczne rozpoczynają się zawsze od dwuletniego kursu filozofii) odbyły się całkowicie w konspiracji. Kolejny etap studiów, czyli ścisła teologia, początkowo był również niekompletny. Normalny był dopiero rok 1945-46, po zakończeniu wojny.

Ze Wszystkimi Świętymi
W końcu przyszedł dzień święceń kapłańskich. Zwykle udzielane wiosną, w katedrze, w uroczystej oprawie, przyjmowane wraz z innymi kolegami kursowymi, w obecności licznie zgromadzonej rodziny i przyjaciół…

Pisał Jan Paweł II w “Darze i tajemnicy”: W dniu Wszystkich Świętych stawiłem się rankiem w rezydencji Arcybiskupów Krakowskich przy ul. Franciszkańskiej 3… Przyjmowałem święcenia sam, w prywatnej kaplicy Biskupów Krakowskich… W tej ceremonii uczestniczyła niewielka grupa moich krewnych i przyjaciół…

W czasie śpiewu Veni Creator Spiritus oraz Litanii do Wszystkich Świętych, leżąc krzyżem, oczekiwałem na moment włożenia rąk. Jest to chwila szczególnie przejmująca… Jest coś dogłębnie przejmującego w tej prostracji ordynantów: symbol głębokiego uniżenia wobec majestatu Boga samego, a równocześnie ich całkowitej otwartości, ażeby Duch Święty mógł zstąpić.

Troista prymicja
Dzień później przypadł dzień prymicji, pierwszej Mszy św. A był to 2 listopada, wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. To oznaczało, że neoprezbiter Karol Wojtyła mógł odprawić nie jedną, ale trzy Msze św., bo tego dnia każdy kapłan miał i ma prawo zawsze odprawić trzy Msze św.

Zazwyczaj neoprezbiterzy jako miejsce swojej pierwszej Eucharystii wybierają rodzinną parafię. Karol Wojtyła zdecydował, że miejscem prymicji będzie krypta św. Leonarda na Wawelu. Wyjaśniał to w taki sposób: Chciałem dać wyraz szczególnej więzi duchowe z wszystkimi, którzy w tej Katedrze spoczywają. Chodziło nie tylko o więź duchową z historią Narodu, reprezentowaną przez królów, którzy tam byli koronowani i tam składano ich doczesne szczątki. Chodziło również o “głęboki moment teologiczny”. Początek kapłaństwa Karola Wojtyły przypadł właśnie wtedy, gdy Kościół daje wyraz liturgiczny prawdzie o Świętych Obcowaniu. Ci ludzie, których sarkofagi znajdują się w Katedrze Wawelskiej, także czekają tam na zmartwychwstanie. Cała Katedra – pisał Jan Paweł II – zdaje się powtarzać słowa Symbolu apostolskiego: “Wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny”.

Misterium
W przygotowaniu i początkach kapłaństwa Karola Wojtyły niemal wszystko było wyjątkowe i niezwykłe: i wojna, która sprawiła, iż stał się “konspiracyjnym klerykiem”, przygotowującym się do kapłaństwa w podziemnym seminarium; i przyspieszone święcenia kapłańskie, które przyjmował sam, w kaplicy arcybiskupiej, a nie w Katedrze wraz z innymi kolegami, i ich czas, smutną jesienią, która przypomina o przemijaniu i śmierci, a nie życiodajną wiosną; i prymicja, odprawiona w… krypcie, Krypcie św. Leonarda, a nie w rodzinnej parafii w Wadowicach; w gronie kilku zaledwie osób, bo wszystkich najbliższych ks. Karol Wojtyła już wówczas utracił.

A jednak Święty potrafił dostrzegać w tym wszystkim coś więcej niż ludzkie tylko doświadczenie: misterium, światło Pana, Jego prowadzenie i sens, głęboki sens, który wierzący potrafią zobaczyć ponad wydarzeniami i pozornymi zbiegami okoliczności. Tak jak w dacie święceń i prymicji, które ze względu na jego wyjazd do Rzymu zostały wyznaczone na 1 i 2 listopada, nie widział tylko ludzkiego wyboru, lecz głęboki teologiczny wymiar, gdzie śmierć objawia zmartwychwstanie.

W trakcie swoich święceń w prywatnej kaplicy Arcybiskupów Krakowskich ks. Karol Wojtyła szczególnie wspominał Jerzego Zachutę. Był to kleryk, z którym w czasie wojny razem przygotowywali się do kapłaństwa w warunkach konspiracyjnych. Razem rano przychodzili do tej kaplicy, by służyć do Mszy św. abp. Sapiesze, a potem razem szli do codziennej fizycznej pracy. Pewnego dnia na Mszę św. Jerzy Zachuta nie przyszedł. Okazało się, że nocą został zabrało go Gestapo. Wkrótce został rozstrzelany.

Przyjmując święcenia kapłańskie w tej samej kaplicy – pisał św. Jan Paweł II – nie mogłem nie pamiętać tego mojego brata w powołaniu kapłańskim, którego Chrystus w inny sposób połączył z misterium swojej śmierci i swojego zmartwychwstania.

Źródło: stacja7.pl